|
Artykuły na temat Finna W prasie polskiej i zagranicznej od czasu do czasu ukazuja się artykuły na temat klasy Finn. Dotycza nie tylko regat i współzawodnictwa. Finniści oprócz pływania zajmują się również sprawami pracy zawodowej, uczelni na której studiują, maja swoje hobby, spotykają się z tymi wszystkimi, którzy interesują się ich dokonaniami oraz śledzą na bieżąco ich postępy. Dla łatwiejszego znalezienia artykułu równolegle zamieszczamy teksty na naszej stronie. zapraszamy, szczególnie doświadczonych zawodników
Z niekompetencją działaczy PZŻ borykał się od latRozmawiał Michał Koronowski2010-01-06, ostatnia aktualizacja 2010-01-06 17:12 - Metoda podłączania ubogich krewnych do różnego rodzaju przedsięwzięć w naszym kraju jest powszechna. I ja tego w Polskim Związku Żeglarskim nie akceptuję - mówi olsztynianin Tomasz Rumszewicz, były trener kadry finnistówMichał Koronowski: Jako trener polskich żeglarzy klasy Finn odniósł pan wiele sukcesów. Nie żal jest rozstawać się z pracą, którą wykonywało się przez ostatnich siedem lat? Jaki był więc główny powód rezygnacji pana ze stanowiska trenera naszych finnistów?
- Moja decyzja nie polegała na odejściu z PZŻ, ale na niepodjęciu współpracy z Kajetanem Glinkiewiczem [trener - red.] jako człowiekiem, który ma się przyglądać mojej pracy i spijać samą śmietankę. Metoda podłączania ubogich krewnych do różnego rodzaju przedsięwzięć w Polsce jest powszechna. I ja tego nie akceptuję. Na szczęście zarówno Rafał Szukiel, jak i Piotr Kula są dobrze przygotowani i mocno rozpędzeni. Wiedzą, jakie popełniają błędy, jakie są ich słabe strony i nad czym muszą pracować. Jeżeli ktoś ze związku nie włoży tam kija w szprychy, to będzie to szło dalej. Wiem, że związek stara się na siłę znaleźć nowego trenera, bo działacze chyba się nie spodziewali, że do końca będę trwał przy swoim stanowisku. Z czego prócz doprowadzenia Kusznierewicza do podium olimpijskiego, jest pan najbardziej dumny? - Za sukces poczytuję sobie obecną sytuację w klasie Finn. Klasa ta przez ostatnie lata nie była hołubiona przez związek. Zawodnicy znajdujący się w kadrze też nie dawali wielkich nadziei. Na Rafała nikt nie liczył, jeszcze 3-4 lata temu żeglował w okolicach 30.-40. miejsca. Ciągle w cieniu brata Wacława. Dopiero, kiedy wygrał eliminacje do igrzysk w Pekinie, kiedy został sam, poczynił olbrzymie postępy [na olimpiadzie był dziesiąty - red.]. W półtora roku doszedł do zwycięstwa w Pucharze Świata w Kilonii. Teraz będzie drugim po Kusznierewiczu zawodnikiem, którego nazwisko wykują tam na specjalnej marmurowej ścianie. Sukcesem dla mnie jest także Piotrek Kula, który jest szalenie pracowity. W minionym roku we wszystkich regatach Pucharu Świata prowadził z Rafałem. I wprawdzie wszystkie przegrał, to oznacza to, że lada chwila go dogoni. Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn
Po sesji na uczelni poleciał na regaty do MiamiMichał Koronowski2010-01-22, ostatnia aktualizacja 2010-01-22 20:03 Na Florydzie rozpoczynają się prestiżowe regaty Pucharu Świata Miami OCR Cup. Wśród najlepszych żeglarzy klasy Finn nie zabraknie Piotra Kuli z BTŻ Biskupiec. - Całe szczęście, że przed wylotem zdążyłem zaliczyć sesję na studiach - mówi zawodnikTo pierwsza impreza w tym roku, podczas której będzie miał okazję zaprezentować swoje umiejętności. Udział żeglarza z Biskupca w zawodach rozgrywanych na Florydzie przez długi czas stał pod znakiem zapytania. Po nie przedłużeniu umowy Polskiego Związku Żeglarskiego z Tomaszem Rumszewiczem, dotychczasowym trenerem klasy Finn, nieoczekiwanie zabrakło pieniędzy na wyjazd. Dzięki sponsorom (Brügmann Polska, Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego) udało się jednak zebrać niezbędne środki finansowe. Udało się także na czas wypełnić wszelkie wymagane formularze i z góry opłacić wpisowe w regatach. Kłopotu nie było również z zakwaterowaniem, które pomógł znaleźć właściciel łódki, na której będzie pływał.
Do zawodów Miami OCR Cup Piotr Kula przygotowuje się od początku grudnia ubiegłego roku. Przez ostatnie trzy miesiące wprawdzie niewiele żeglował, za to braki starał się rekompensować podczas ćwiczeń na siłowni, ergometrze wioślarskim oraz niezwykle męczących zajęciach ogólnorozwojowych. - Bywało tak, że od poniedziałku do piątku nie rozstawałem się z bólem mięśni - nie ukrywa Piotr Kula. - Stare zakwasy nie nadążały ustąpić przed pojawieniem się nowych. Pozwalałem sobie na odpoczynek tylko w weekendy i naturalnie trochę w święta. W efekcie poprawiłem szybkość, zwinność i siłę. Oczywiście moi przeciwnicy nie przespali zimy, ale na pewno pot, w którym topiłem ostatnio koszulki, mi nie zaszkodzi. Mordercze przygotowania do regat musiał pogodzić z nauką do sesji zimowej na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie studiuje na kierunku ekonomia. - Jeszcze w środę zdawałem dwa egzaminy, a już czterdzieści minut po ostatnim siedziałem w pociągu do Warszawy, gdzie czekał samolot do USA. - Ta sesja naprawdę dobrze się dla mnie poukładała i nawet oceny mam najlepsze od początku studiów. Bardzo ważne jest dla mnie, by pogodzić sport z nauką. Szczęśliwie jak dotąd mi się udaje - dodaje żeglarz. Regaty na Florydzie rozgrywane będą w dniach 24-30 stycznia. Zabraknie tam drugiego z kadry finnistów Rafała Szukiela z Olsztyna, który wyjechał na zgrupowanie do Hyeres we Francji razem z zawodnikami klasy Laser. Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn
Finniści za kratami (źródło www.zagle.pl) Najlepsi zawodnicy klasy Finn ostatnich lat Wacław Sz. i olimpijczyk z Pekinu Rafał Sz. w barczewskim więzieniu! Do tego trafili tam dobrowolnie, na własną prośbę! Na szczęście żeglarze nie znaleźli się tam celem odbycia kary, tylko spotkania z osadzonymi. O szczegółach wizyty w zakładzie karnym spedcjalnie dla "Żagli" pisze Rafał Szukiel. Kilka tygodni temu na spotkaniu w ratuszu miejskim w Olsztynie poznałem jednego z naszych, olsztyńskich zawodników ju jitsu Tomka Szewczaka, który zaprosił mnie i Wacka na spotkanie z osadzonymi w Zakładzie Karnym w Barczewie. Zgodziliśmy się, choć obawialiśmy się, w końcu to dość nietypowe miejsce a i słuchacze mniej grzeczni niż dzieci w szkole, gdzie zwykle opowiadaliśmy o żeglarstwie. Tomek starał się nas uspokoić, wymieniając nazwiska kilku znanych sportowców, którzy odważyli się spotkać z jego podopiecznymi. Pewne wątpliwości pozostały, bo w końcu Dariusz „Tiger” Michalczewski wzbudza duży respekt, a Krzysztof Hołowczyc zawsze ma na podorędziu szybkie auto, ale uzgodniliśmy termin spotkania. Barczewski zakład penitencjarny jest jednym z bardziej znanych ośrodków tego typu w Polsce. Jego historia sięga roku 1812, kiedy to z budynków klasztornych utworzono Dom Karny, przekształcony później przez władze pruskie w Królewski Zakład Karny. Zawsze był uważany za placówkę o wyjątkowo ciężkim charakterze, dlatego "gościł" wielu groźnych przestępców. Najsłynniejsi z nich to zbrodniarze wojenni gauleiter Prus Wschodnich – człowiek nr 3 w III Rzeszy Erich Koch oraz zabójca trzech tysięcy osób Szaulis Galwanauskas vel Wiktor Gilwiński. W czasach PRL w Barczewie zamykano członków opozycji solidarnościowej takich jak Leszek Moczulski, Władysław Frasyniuk, Andrzej Słowik, Edmund Bałuka, Jerzy Kropiwnicki, Romuald Szeremietiew i Adam Michnik. Karę odbywali tu także przestępcy z pierwszych stron gazet lat 80. i 90., jeden z zabójców księdza Jerzego Popiełuszki oraz słynny „Tulipan” – Jerzy Julian Kalibabka.
Atmosfera w świetlicy była zdumiewająca, naprzeciwko nas siedzieli ludzie, często z bardzo bogatą kartoteką, ale w żadnym momencie spotkania nikt nawet nie przeszkadzał w opowiadaniu. Oczywiście było sporo przerw na pytania, głównie dotyczących Igrzysk, Chin, naszych najdalszych wyjazdów, finansowania i dopingu w żeglarstwie. Chcieliby wiedzieć wszystko o życiu sportowców i nawet deklarowali pomoc, kiedy znajdziemy się w kłopotach! Na koniec dostaliśmy prezenty wykonane przez pensjonariuszy – płaskorzeźby przedstawiające nas płynących na finnach i kalendarze więzienne. Nigdy nie widziałem tak szczegółowo odtworzonej mojej łódki. Kalendarz jest też wyjątkowy, zawiera wzory różnych przydatnych pism urzędowych i wesołe historyjki z życia Zakładu. Kiedy osadzeni zostali odprowadzeni do cel mogliśmy zobaczyć jak wygląda świat za kratami. Obiekt ten zrobił na nas ogromne wrażenie, powalająca była mała cela, izolatka, w której jeden ze strażników zamknął nas na chwilę, abyśmy usłyszeli zgrzyt zamka stalowych drzwi i kraty. Był to moment, w którym pomyślałem jak dobrze jest żeglować, czuć wolny wiatr we włosach… To na pewno nie jest miejsce, gdzie chciałbym spędzić więcej czasu. Po wyjściu za bramę zakładu odetchnęliśmy głęboko, ale obiecaliśmy, że jeśli nas jeszcze raz zaproszą, przyjdziemy i opowiemy o naszym życiu. Mamy nadzieję, iż chociaż jeden z naszych słuchaczy uniknie w przyszłości kłopotów wiedząc, że jest wiele możliwości pozwalających mieć fajne życie. Rafał Szukiel |
||